(niekoniecznie) letnie spotkanie polsko-włoskie 4


Bób to dla mnie twór nieco magiczny.  Warzywo – hasło.                       Lato. Dzieciństwo. Wakacje na wsi. Bieganie po polach w czasie, kiedy miedza nie była granicą… czegokolwiek. Kiedy cały świat należał do nas, a znalezione było jak wiadomo „nie kradzione”. Jedna dłoń zrywa świeże porzeczki, druga podaje do ust solone paluszki (muszę kiedyś wykorzystać to genialne, wynalezione wtedy połączenie!).

Na bób chodziliśmy całymi watahami. Zbiory dzieliliśmy po równo i czmychaliśmy każdy do siebie, gotować. Byle nie rozgotować!            Ten smak zostawia po sobie piętno i pewnie dlatego przez wiele lat miałam opory aby w jakikolwiek sposób z bobem eksperymentować. Bób się gotuje i soli. Koniec kropka.

Ale! Dzisiaj dobrej jakości bób można kupić o każdej porze roku w postaci mrożonki. Pomyślałam więc, że może by tak jednak tę sezonową tradycję jedzenia bobu latem w końcu zdradzić. Nieodparta pokusa niczym chęć zjedzenia smażonego karpia na dwa tygodnie przed Wigilią…

Nie jestem jednak zepsuta do cna. Bób nie będzie gotowany i solony. To jest nieśmiertelny romans. Mój i lata.

bob
Kanapki z bobem w pesto i burratą
Składniki:                                                                                                                          – dobry wiejski (albo miejski własnego wypieku) chleb. Mile widziany duży udział mąki z pełnego przemiału, ze względu na większe walory smakowe
– bób, świeży lub mrożony, ugotowany do miękkości i obrany
– włoski ser burrata lub ewentualnie dobra mozzarella
Na pesto:
– mieszanka świeżych ziół (u mnie bazylia, mięta, natka pietruszki), czosnek, chili, migdały w płatkach, bezwonny tłuszcz do smażenia, świeżo tarty ostry ser, np „Bursztyn” albo coś z włoskiej klasyki (Parmezan, Grana Padano), dobrej jakości oliwa, sól i pieprz do smaku.

Zaczynamy od pesto: na patelni z odrobiną tłuszczu na niewielkim ogniu podsmażamy czosnek i chili, na chwilę dodajemy przesiekane zioła i delikatnie je blanszujemy (utracą dzięki temu gorzkość i smak całości będzie bardziej harmonijny). Zawartość patelni wrzucamy do blendera i miksujemy razem z pozostałymi składnikami pesto. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Pesto ponownie przekładamy na patelnię, dodajemy bób i całość delikatnie podgrzewamy.

Chleb kroimy w grube pajdy, na nie kładziemy nieskromne ilości burraty, a na wierzch ciepły bób z pesto, który delikatnie stopi ser. Wierzch można posypać dodatkowo prażonymi migdałami.

I mamy lato w środku zimy 🙂

PS. Tak, wiem. Nie podałam ilości składników. Ale to jest kanapka stworzona do miłości, a miłości się na gramy nie przelicza…. 😉


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 komentarzy do “(niekoniecznie) letnie spotkanie polsko-włoskie